niedziela, 29 marca 2015

Chapter 5


*Ida

 Dziewczyna nieźle mnie poturbowała, była niemal nietknięta, a ja nie popisałam się niczym specjalnym. Prychnęłam ze złością, gdy po raz kolejny wylądowałam wśród ciężkich hantli. Z wargi ciekła mi strużka krwi, czułam rozdarcie na policzku i mnóstwo sińców na ciele.
- Może już wystarczy? - zasugerował ktoś z tłumu. Dziewczyna spojrzała na niego z furią.
- Vicky Bloom. Znam ją. Pamiętam. Obiła mi kiedyś samochód.Czas za to zapłacić, dziwko. - skierowała się do mnie. Nie pamiętam, żebym kiedyś obiła jej auto, ale możliwe, że gdzieś na świecie żyje jakaś dziewczyna podobna do mnie. Wstałam. Bolało mnie absolutnie wszystko. Natarła na mnie. W ostatnim momencie odsunęłam się, a ona wpadła w stos ciężarów. Wkurzyła się. To była moja jedyna przewaga. Ona była rozdrażniona i nie mogła się skupić.
- Może i jesteś silna, ale brak ci koordynacji ruchów. - pouczyłam, gdy znów chybiła. Coraz więcej gapiów się schodziło. Dziewczyna warknęła coś niezrozumiałego i rzuciła się na mnie. Złapała mnie w pasie rzuciła na podłogę. Przygniotła mnie kolanem i okładała pięściami. Starałam się przypomnieć, czego uczył mnie nauczyciel wschodnich sztuk walki. Uwielbiałam te zajęcia, uczęszczałam na nie od 4 roku życia, kiedy jeszcze rodzice żyli. Uspokoiłam ciało u umysł, po czym złapałam jej pięść w locie i wykręciłam rękę tak, że musiała się zgiąć, wywinęłam się sprawnie, po czym naparłam całym ciałem i obróciłam się tak, że teraz to ja przygniatałam ją do ziemi.
- I co teraz powiesz, pieprzona  kupo mięśni? - uśmiechnęłam się do niej. Wstałam, otrzepałam tyłek z niewidocznego kurzu i podałam jej rękę by mogła wstać. Złapała mnie za nią i z całej siły pociągnęła, jednocześnie próbując zgnieść mi wszystkie kości w dłoni. Lekko poddałam się jej sile, przeskoczyłam nad nią i wylądowałam na ugiętych nogach, przeskakując nad nią i wykrzywiając jej rękę. Ryknęła z bólu i puściła mnie. Wstałam, ale już nie pomagałam jej wstać.
- Musisz się jeszcze dużo nauczyć. -powiedziałam, starając się przywołać miły uśmiech. Odwróciłam się w stronę ludzi. - Cześć. Jestem Vicky Bloom. - po czym odeszłam do szatni, by zmyć z siebie krew i pot.

Harry*

Zapukałem do drzwi Sary.Po tym jak usłyszałem ciche proszę, wszedłem.Leżała na łóżku i cykała na telefonie.Usiadłem blisko niej.Brunetka schowała szybko telefon i włożyła do torebki.Przyłozyłem usta do jej ramienia i lekko muskałem jej skórę.
- Chcę cię zabrać na kolację dziś wieczorem. - oznajmiłem, a ona nic nie odpowiedziała.Nawet głupiego ''fajnie''.
- Musimy dzisiaj? - jęknęła tak jakbym to było coś okropnego.
- Chcę spędzać z tobą dużo czasu, to normalne. - wytłumaczyłem zdziwiony jej reakcją.
- No, tak. - mruknęła i położyła głowę na poduszce. - Ale dziś nie mogę. - dodała nie patrząc na mnie.Przewróciłem oczami i wkurzyłem się.Wstałem i wyszedłem trzaskając drzwiami.
Poszedłem stronę kwatery Liama.
- Dzisiaj nie bo mam okres, nie dziś bo jestem zmęczona, kiedy indziej, boli mnie głowa... - przedrzeźniałem Sarę.Ta kobieta mnie doprowadzi niedługo do szału.Jestem facetem, który potrzebuje trochę przyjemności, a ona mnie ciągle ignoruje i wymyśla cienkie wymówki.Od jakiegoś czasu stała się dziwna.Nie reaguje tak jak kiedyś na mój dotyk, a jej usta nie są już tak słodkie.Czy dziewczyny w tym wieku tak mają? Oby jej to przeszło.
Bez pukania wtargnąłem do kwatery przyjaciela.Siedział i jak zwykle z resztą robił coś przy komputerze.
- Stary...co ty tyle na tym ustrojstwie siedzisz...ostre pornole? - zapytałem z uśmieszkiem, a on pokazał bym się puknął w głowę.
- Szukam czegoś więcej na temat tej Sierry. - odparł i oparł się o duże o oparcie krzesła.
- I co? Znalazłeś coś? - chłopak złożył palce w piramidkę jak jakiś profesorek.
- Twoja ''ofiara'' - zaznaczył w cudzysłowie. - Przeprowadziła się do Altazara. - uniosłem brwi.Czyżby chciała mi uciec? Błagam, ten aniołek nie wie kim jestem.
- Ej, to ten sam penthouse gdzie mieszka Ida. - zauważyłem, a Liam skinął głową. - Za dziesięć minut bądź na dole w garażu.Wstał zdezorientowany jakby nie wiedział o co mi chodzi. - Zgodziłeś mi się pomóc, tak?
- No, ale już teraz chcesz to zrobić?
- Nie, za dwa lata. - przewróciłem oczami, a chłopak znowu usiadł. - Dziesięć minut. - wskazałem go palcem i opuściłem jego kwaterę.Omijając pokój mojej dziewczyny wróciłem do siebie.Pozbyłem się koszuli i spodni.Rzuciłem je do kosza na pranie.Sięgnąłem do szafy po biały T-Shirt, czarne rurki i białe conversy.Wyciągnąłem z szafki nocnej paczkę papierosów, włożyłem jednego do ust i zapaliłem zapalniczką.Zaciągnąłem się, zamknąłem oczy i powoli wypuściłem dym z płuc.To tak odpręża.Zabrałem swoją broń i schowałem ją do tylnej, głębokiej kieszeni.
Szedłem po schodach do mojego garażu.Robiło się coraz chłodniej, ale tak to bywa w podziemiach.
Stanąłem obok swojego Audi i oparłem się o maskę.Czekając na Payna bawiłem się dymem robiąc kółka i inne triki.
- Jestem. - przybiegł.Wsiedliśmy do samochodu.
Jechałem dosyć szybko.Obraz  Londynu znikał sekundę po sekundzie.
- Powiedz jeszcze raz, proszę.Po co to robisz? - zapytał spokojnie patrząc za szybę.Zacisnąłem dłonie na kierownicy. - Ta dziewczyna niczym nie zawiniła. - bąknął.
- Ale jej ojciec tak. - syknąłem. - Ona jest z jego krwi...jest pewnie taka jak on. - powiedziałem i zamilknąłem.Chłopak też się już nie odzywał.
Zaparkowałem wóz między dwoma budynkami w ciemnym i pustym miejscu.Czekaliśmy aż dziewczyna wyjdzie z penthouse.Problem w tym, że nie wiemy kiedy wyjdzie albo czy w ogóle dziś wyjdzie.

***

Przez około dwie godziny siedzieliśmy w samochodzie czekając na cud.Liam wypatrywał dziewczynę, a ja wyobrażałem sobie jej reakcję gdy powiem że  Thomas Carlin to złodziej i oszust.Wygarnę jak bardzo jej i Thomasa nienawidzę, powiem wszystko co mogłoby ją urazić.Ja cierpiałem gdy wszyscy wytykali mnie placami jako syna przestępcy.Niech teraz ona poczuje ten sam ból co ja.
- Harry. - drgnął mnie przyjaciel i wskazał palcem na jakąś osobę.To była ona.Taka sama jaka ja zapamiętałem.Na mojej twarzy ukazał się diabelski uśmiech.

Sierra*

Wyszłam z mieszkania do sklepu po wodę.Przebiegłam przez jezdnię i weszłam do sklepu.Kupiłam zwykłą, zimną wodę i opuściłam sklep.Od razu napiłam się.Byłam tak okropnie spragniona.Gorące lato daje swoje znaki.Wracałam ulicą gdy usłyszałam jakieś jęki.Spojrzałam do boku i podeszłam.Zauważyłam kogoś zwijającego się z bólu.Był to chłopak.Trzymał się za brzuch i stękał głośno.
- Przepraszam... - podeszłam bliżej. - Wszystko w porzą... - ktoś z tyłu złapał mnie za brzuch, a drugą zakrył moje usta.Upuściłam wodę.Zostałam ciągnięta w stronę sportowego auta.Robiłam wszystko co było możliwe by uwolnić się z mocnego uścisku.Nie potrafiłam nabrać powietrza samym nosem, a z oczu płynął potok łez.Zapierałam się nogami, ale to nic nie dawało.Bez problemu wpakowali mnie do samochodu i  z psikiem odjechali.Chłopak, któremu chciałam pomóc zakleił moje usta i nadgarstki taśmą.Nie chciałam się poddawać.Położyłam się na plecy i mocno kopnęłam go w twarz.
- Kurwa... - jęknął głośno, a za raz na jego dłoniach pojawiła się czerwona ciesz.Nagle samochód gwałtownie się zatrzymał, a ja spadłam z siedzeń.Drzwi się otworzyły, a nade mną pojawił się chłopak w kręconych włosach.Poczułam jedynie ukłucie w ramieniu, a potem film się urwał.

***

Jesteś największą niezdarą świata.Zawsze będziesz piątym kołem u wozu, rozumiesz? Nie jesteś mi do niczego potrzebna! Co raz bardziej żałuję, że jestem twoją matką.Nienawidzę cię! Nie zasłużyłaś na to byś była kochana...nie zasłużyłaś na jakąkolwiek miłość! 
- Jak możesz? Pytałam zapłakana, ale moja rodzicielka nic sobie z tego nie robiła.Była zadowolona z tego, że cierpię.

Gwałtownie otworzyłam oczy i podniosłam się.Otarłam spocone czoło i odetchnęłam z ulgą wiedząc, że to tylko zły sen.Jednak gdy zorientowałam się, że jestem w nieznanym mi miejscu, wszystko co się wczoraj stało wróciło.Serce zaczęło szybciej bić.Waliło tak mocno, że słyszałam je nawet we własnych myślach.Zrzuciłam kołdrę ze swoich nóg i podeszłam do dużego okna.Ujrzałam tylko wielki las i ogromną, przyozdabianą bramę.
- Gdzie ja jestem? - mruknęłam wystraszona i nabrałam jak najwięcej powietrza.


- W swoim koszmarze maleńka. - usłyszałam czyiś głos za sobą.Przełknęłam głośno ślinę.Po chwili z cienia wyszedł chłopak.Ten sam, który prowadził samochód.Po moim ciele przeszedł dreszcz.Jego groźny wzrok odbierał mi mowy.W jego oczach wdziałam tylko chaos.Gdyby potrafił to zabiłby mnie wzrokiem.
- Kim jesteś? - mój głos załamywał się.Chłopak wyszedł z cienia i ukazał się w całości.Był wysoki, dobrze zbudowany i okropnie przystojny.Jego ramiona przyozdabiało wiele tatuaży przez co wydawał się jeszcze groźniejszy.Na jego idealnej twarzy urósł cwaniacki uśmieszek.
Zmniejszył między nami odległość.Oddalałam się z każdym jego krokiem.Gdy poczułam, że moje dłonie dotykają zimnej ściany to serce podeszło mi do gardła.Mnie i chłopaka dzieliło kilka kroków.
- Jestem głównym bohaterem tego koszmaru. - powiedział niskim, ochrypłym głosem przez co kolana miękły.


Harry*

Widziałem jak jej ciało drży.Bała się mnie w każdy możliwy sposób, a mnie to bawiło.Jeszcze bardziej między nami zmniejszyłem odległość.Dotknąłem jej zimnego policzka.Poczułam zimny dreszcz.Patrzyła na mnie jakbym był jakimś seryjnym mordercą.Teraz jestem tylko porywaczem, a między tym jest różnica.
Skupiłem się na jej kasztanowych oczach, które były przepełnione strachem.
- Masz być grzeczna. - szepnąłem do jej włosów, które ładnie pachniały tak na marginesie. - Wrócę tu wieczorem. - dodałem i odszedłem do drzwi, ale w ostatniej sekundzie zatrzymałem się i spojrzałem na wystraszoną dziewicę.Skąd wiem, że jest dziewicą? Od wielu lat mam bliską styczność z kobietami i takie rzeczy się wie, ale mniejsza z tym.
- Nie próbuj uciekać. - wskazałem na nią palcem i mrugnąłem.Zamknąłem drzwi i wstukałem kod.Szeroko się wyszczerzyłem i zmierzyłem do szatni treningowej.

***

Ściągnąłem koszulkę, ubrałem czarny T-Shirt i dresy.Napiłem się wody i usiadłem na ławce.Obok mnie siedział Liam z plastrem na nosie.
- Stary, zgadnij co dziś chcę zrobić... - zaczął Zayn do Nialla.Byłem ciekawy co chce powiedzieć.W końcu nie wiadomo co Malik ma w tej głowie. - Luke Warrner dostanie dziś wpierdol za to, że ostatnimi czasy pyskował. - odparł zadowolony.
- Chcesz bić się z tym ulizanym elegancikiem? - zapytał zdziwiony Tomlinson i założył swój niebieski podkoszulek.Mulat tylko skinął głową i wziął łyka wody.
- Denerwuje mnie ta gadzina. - mruknął siadając.
- I ten jego włoski akcencik. - powiedział piskliwym głosem blondyn. - A tak z innej beczki to Liam... od kogo dostałeś w nos? - wymieniłem z przyjacielem spojrzenie.
- Dostał drzwiami. - wytłumaczyłem szybko. - Idziemy? - podszedłem do drzwi szatni pytając ich.

- Dajesz Malik! Wiem, że możesz więcej! - krzyczał trener, a ja podnosiłem dwudziesty raz sztangę.Pot lał się z mojego czoła, a mięśnie napinały.Przez cały czas myślałem o Miss Perfekcji, a mianowicie o naszej Sierrocie.Zapewne zalewa się łzami ze strachu i modli się o pomoc.Na samą myśl o tym, że cierpi robiło się śmiesznie.
- Przesadziłeś Harry. - wysapał Liam siadając na ławce.Odłożył ciężarki i otarł pot z twarzy.Zaprzestałem swój trening i również usiadłem naprzeciwko niego.
- Nie rozumiem. - oznajmiłem, a on spojrzał na mnie unosząc brwi.Odchrząknął i spojrzał w bok.
- Okey, przywaliła mi cholernie mocno, ale żeby ją usypiać z igły?!
Co on tak się o nią troszczy? Zasłużyła.
- Zakochałeś się w niej? - zapytałem na co on momentalnie spojrzał w moją stronę.
- Wal się...to nie ja...
- Chłopcy ćwiczyć, ja wychodzę. - rozkazał trener i odszedł.

Postanowiłem skończyć temat Carlin bo robiło się niebezpiecznie.Jeszcze ktoś usłyszy i rozgada.W tej agencji są takie chamy, które potrafią cię zniszczyć i na tym zyskać.

- Luke! - krzyknął Zayn.Odwróciłem się za siebie.Mulat podszedł do chłopaka. - Mamy do pogadania. - warknął zbliżając się do niego.Wstałem i zbliżyłem się by pooglądać jak będą się zabijać.Tak owszem jest moim przyjacielem, ale to jego wybór, a poza tym Zayn nie jest babą.


Luke uśmiechnął się i wydał z  siebie cichy dźwięk śmiechu.Klaskał wolno w dłonie wstając.
- Niby o czym? - zapytał całkiem spokojnie. - Sorry chłopie...nie jestem specjalistą od chorób psychicznych. - wzruszył ramionami, a jego równie głupi koledzy zarechotali.Klatka piersiowa Malika napięła się, a dłonie uformowały w pięść.Bez dłuższego namysłu zrobił zamach prosto w brzuch szatyna.Ten syknął i zgiął się w pół.Posłał Malik'owi wrogie spojrzenie i wyprostował się.Spuścił wzrok na swoje stopy i znów prychnął. - Trochę głupio wyszło. - zrobił pauzę i powoli się odwrócił po czym Zayn dostał w twarz. -  Bo będę musiał nauczyć cię manier. - wtedy wszystko się zaczęło.Poszli w pięści.To dobra metoda na wyładowanie emocji.Miło jest czasem przywalić komuś i nie być za to karanym.Tutaj jest to normalne.


Ida*

Kolejne dni mijają mniej więcej tak samo. Wstaję. Jem. Ćwiczę. Jem. Ćwiczę. Jem. Idę spać. I tak w kółko. Dzisiaj było podobnie. Zaczynam się niecierpliwić. W SSO życie było bardziej dynamiczne. Dowiedziałam się, że dziewczyna z siłowni ma na imię Clary. Jestem teraz jej wrogiem numer 1. Kiedy sie mijamy warczy na mnie i przeklina, zazwyczaj ja ignoruję, albo odpowiadam równie głupim tekstem.



Dzisiaj, gdy siedziałam w stołówce z Mickiem wyglądała  na jeszcze bardziej rozeźloną niż zwykle. Obrażała mnie na tyle głośno, by słyszał każdy. Udawałam, że nie słyszę. Mimo wszystko nie dało się ignorować ponad trzydziestu par oczu skierowanych na mnie.
- O co chodzi? - spytałam wreszcie Micka. Wzruszył ramionami.
- Nie wiesz? Będziesz mieć zadanie. Słyszałem od ludzi. Plotki szybko się roznoszą. Spojrzałam w stronę Blondi i jej chłopaka, z którymi już rozmawiałam parę razy. Uniosła kciuki w górę i uśmiechnęła się. Nie odwzajemniłam. Mick stwierdził, że to wielkie szczęście dla mnie. Nieczęsto się zdarza, żeby nowa osoba miała zadanie.
- Nowa? - zdziwiłam się. - siedzę tu ponad trzy tygodnie. - zauważyłam. Mick znów wzruszył ramionami.
- Masz się zgłosić do Tetris. Powie ci o co chodzi. - wstał, odniósł talerz i wyszedł. Dokończyłam posiłek i ruszyłam na poszukiwania Tetris. Znalazłam ją w siłowni. Zeszła z rowerka do ćwiczeń i podeszła do mnie.
- Mamy do pogadania. - powiedziała i wyszła do szatni. Poszłam na nią. - Czeka cię misja. - rzuciła, rozbierając się i wchodząc pod prysznic. - No, jeżeli można to tak nazwać. Widać, że nie jesteś nowa w tych sprawach, więc myślę, że to dobry moment, by cię sprawdzić.
Milczałam, więc kontynuowała.
- Nic wielkiego. Potrafisz kraść, prawda? Robiłaś to w pokoju symulacyjnym i szło ci perfekcyjnie. Uważamy, że jesteś gotowa. - nie powiedziała kto to jest "my", ale domyśliłam się, że chodzi o Szefa.
Blondi wytłumaczyła mi, że Szef, jest postacią potężniejszą niż bóg. Widzi wszystko, wie wszystko. Nikt nie zna jego imienia, nikt nie wie jak wygląda, ani gdzie znajduje się w danym momencie. Oprócz Tetris. Ona jest jego prawą i lewą ręką. Jego oczami i uszami. Bez niej On by nie istniał i bez niego ona by nie istniała. Najdziwniejsze jest jednak to, że Tetris mnie wybrała. A skoro ona to zrobiła, znaczy, że zrobił to Szef, a tak nigdy się nie dzieje. Wszyscy traktują mnie jak kogoś wyjątkowego, ale raczej w złym znaczeniu. Według nich wiem, kim jest Szef, znam go, ale nie chcę im powiedzieć. To nieprawda. Nie mam pojęcia co to za gość. Tetris tłumaczy mi, na czym ma polegać włam. Nic wielkiego. Mam ukraść pieniądze z sejfu najbogatszego człowieka w mieście. Bułka z masłem. Dali mi odpowiednie narzędzia i gadżety, a ja po raz pierwszy odkąd tu jestem zadzwoniłam do McMurfy'ego, żeby poinformować o mojej pierwszej misji.
- No nareszcie. Już myślałem, że nigdy się nie odezwiesz. Coś nowego?
- Ta. Mam się włamać do tego bogatego gościa, co ma to lotnisko. Nic wielkiego. Dam sobie radę.
- Oczywiście. Ćwiczysz dużo? Mam nadzieję, że jesteś grzeczna. - niemal słyszałam jak się uśmiecha.
- Ta. Należę teraz do Gangu Scorp. Oczywiście, że jestem grzeczna. - mruknęłam sarkastycznie. - Dobra, bo zaraz ogarną, że rozmawiam z tobą. Na razie, pozdrów chłopaków.
Rozłączyłam się. Usiadłam na łóżku i zastanawiałam, jak będzie wyglądać moja pierwsza kradzież, bez pomocy McMurfy'ego.


No więc jest rozdział. Nadal staramy się ogarnąć wszystko, bo mój komputer odmawia współpracy, więc rzadko mogę pisać. Mamy nadzieję, że wam się spodoba, napiszcie opinie w komentarzach, polećcie komuś tego bloga, może się spodoba ;)) Dziękujemy ! ~ Hermi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz